Burza, cz.3 – Nieznajomy

Odcinek ostatni. Nieznajomy mógł być płci dowolnej, więc stwierdziłem, że wykorzystam kolejną wcześniej wymyśloną postać (jak chyba zauważyliście, w części drugiej pojawiła się trójka wspomniana w tekście „Pożyczki i adaptacje”). Poza tym po raz kolejny pojawia się Iuchi Karasu ze swoją przepowiednią – jako, że reszta drużyny też tego bloga czyta, nie będę wyjaśniał na razie, czego przepowiednia dotyczy. Tak czy owak, wypełniła się, żeby mi nie wisiały jakieś preteksty do dodatkowych wad czy zalet.

Obława na bandytów miała się ku końcowi. Dowodzony przez Leibao patrol wracał powoli do strażnicy, jednak nikt nie spodziewał się tego, kto wyszedł im naprzeciw.

Płonące w trójkątnej szczelinie żelaznej maski oczy wpatrywały się w młodzieńca. Ten na widok shugenja zeskoczył z konia.

-Iuchi-sama? Co cię tutaj sprowadza?
-Nadal szukasz, chłopcze. – cichy, zachrypnięty głos Karasu wywołał u Leibao dreszcze. – A ja wiem, czego. Ale nie martw się. Wkrótce twoje poszukiwania dobiegną końca.

Dziesięć lat temu, Iuchi Karasu wyruszył na wędrówkę po Rokuganie. Przemierzył go wzdłuż i wszerz, docierając w końcu do Muru, i parł dalej – do Krain Cienia, które wieki temu pochłonęły większą część rodziny Moto. Tam jednak przydarzyło mu się coś straszliwego – po kilku miesiącach patrol Krabów odnalazł go, okaleczonego i nieprzytomnego, na brzegu rzeki. Na szczęście zaopiekował się nim daimyo Kuni Yori, pomagając mu wrócić do zdrowia i dwa lata temu wydając za niego swoją kuzynkę.

-To znaczy, że…
-Podążaj za krukiem, chłopcze. On wskaże ci przeszłość. Gdy napotkasz człowieka którego nie ma, miecze zemsty i odkupienia powalą złodzieja imion tak, jak mu to pisane, a ty będziesz wolny.
-To… przepowiednia, Iuchi-sama?
-Oczywiście, drogi chłopcze. Kami szepczą do mnie, ale ich słowa są zagadkowe.
-…i pewnie dlatego zupełnie ich nie rozumiem. Co według ciebie mogą znaczyć, Iuchi-sama?
-Gdybym rozumiał z nich więcej niż ty, na pewno bym ci wyjaśnił, Shinjo-san. Ale kami patrzą na świat… inaczej. Nie wszystko jest dla nich tym samym, czym jest dla nas.

Leibao westchnął i pokręcił głową. Mówiono, że podczas wyprawy do Krain Cienia Karasu oszalał – a wygłaszanie zagadkowych przepowiedni pierwszemu napotkanemu samurajowi nie było czymś, co robili normalni (jeśli można ich tak nazwać) shugenja. Leibao skłonił się zamaskowanemu mężczyźnie i dosiadł konia. Chyba potrzebował chwili relaksu w mieście.

* * *

Herbaciarnia była pełna gości, a gąsiorek sake prawie pusty. Leibao patrzył na tłum spod półprzymkniętych powiek.

-Koji, słyszałeś ostatnie wieści z traktu?! – jeden z ashigaru przy sąsiednim stoliku gestykulował nerwowo. – W okolicy pojawił się Onibara!
-Onibara? – wzdrygnął się jego rozmówca. – Mówią, że to oni w ludzkiej skórze… Każdy, kto próbuje go naśladować, ściąga na siebie jego gniew i ginie z jego ręki…
-A jeżeli go pokona, dusza Onibary natychmiast zajmuje jego ciało. Ale nie rozumiem jednego: co się dzieje z tymi, którym uda się go zabić, nie chcąc go naśladować?
-Wtedy Onibara znajduje sobie nowe ciało. Uwierz mi, jest wielu takich, którzy chcieliby przejąć jego moc. Nie tylko kami odpowiadają na modlitwy, prawda?

Leibao wstał, potrącając stolik. Gąsiorek sake przewrócił się i stoczył na podłogę.

-Onibara czy nie, po moich ziemiach nie będzie grasował. – warknął.

* * *

Onibara musiał być wystarczająco dobrym przeciwnikiem. Według legend i plotek, nie lękał się nikogo i niczego – nawet samurajów. Ktoś musiał ukarać go za taką arogancję, a któż byłby lepszy niż Leibao? Młody samuraj rozmyślnie wypuszczał się na najbardziej niebezpieczne trakty, oczekując, że w końcu trafi na bandytę.

Górska droga biegnąca obok Źródła Czarnego Konia nie była szczególnie popularna wśród podróżników. Większość preferowała nadłożyć drogi, kierując się na ziemie Smoków bezpieczniejszymi i lepiej utrzymanymi traktami w dolinach. Mimo wszystko, klan Jednorożca utrzymywał strażnicę przy źródle – mająca w nim początek rzeka zaopatrywała w wodę wiele wiosek i jego zniszczenie bądź zatrucie mogło mieć katastrofalne skutki. Niektóre karawany Ide również korzystały z tej drogi w swoich wyprawach do Płonących Piasków i dalej.

Leibao jechał ostrożnie, rozglądając się wokół. Zastanowiło go, dlaczego nie minął jeszcze porannego patrolu. A potem zauważył na horyzoncie słup czarnego dymu i stado kruków.

Przyspieszył. Jeżeli to była inwazja, musiał przynajmniej poznać liczebność przeciwnika, aby wiedzieć ilu ludzi potrzebuje do obrony. Gdy dotarł do strażnicy, nie dowierzał własnym oczom. Na pobojowisku, wśród zgliszczy strażnicy oraz ciał żołnierzy i bandytów, stały dwie osoby.

Nie mógł się mylić. Pomimo kilku blizn i zmarszczek więcej, to był ten człowiek. Ten sam herszt bandytów, który jedenaście lat temu zamordował jego rodzinę. Naprzeciw niego stała samurai-ko w szarym kimonie, z obandażowanymi rękami, a u jej stóp leżało dwóch martwych rozbójników. Leibao zeskoczył z konia.

-Wiesz, jak trzymać katanę, ale to nie wszystko. – zakpił bandyta. – Zejdź mi z drogi, zanim ty i ten chłoptaś zginiecie z ręki Onibary!
-A więc to ty jesteś Onibara? – Leibao pochylił się do przodu, przygotowując się do dobycia katany. – Czy przez jedenaście lat nauczyłeś się, jak walczyć, a nie tylko mordować bezbronne kobiety i dzieci?
-A kim ty jesteś, gnojku? Nie mam w zwyczaju pamiętać wszystkich głupców, którzy stają mi na drodze. Giń!

Onibara uniósł miecz i ruszył na młodego Jednorożca. Ten uskoczył w prawo i dobył katany, tnąc bandytę w brzuch, tak mocno jak tylko mógł. Jednocześnie, do walczących dopadła samurai-ko, jednym uderzeniem ścinając rozbójnikowi głowę i pozbawiając go obu uniesionych do ciosu rąk. Dopiero gdy ciało bandyty upadło na ziemię, Leibao zauważył na nadgarstkach przeciwnika tatuaż. Poskręcane ciernie i czerwona róża po wewnętrznej stronie ręki.

-Doskonały cios, pani. – młodzieniec wytarł i schował katanę. – Jestem Shinjo Leibao, syn Shinjo Kubo, pana tych ziem.
-Nazywam się Konoko. – kobieta ukłoniła się. – I przepraszam za wszelkie kłopoty, jakie sprawiłam.
-Nie szkodzi. Dziękuję ci za pomoc, Konoko-san. Można spytać, co tutaj robisz?
-Wędruję. Trudno byłoby mi zdobyć pozwolenie podróży po cesarskich traktach, więc podróżuję… bocznymi drogami.
-Ach… rozumiem. Co się stało z twoimi rękami, Konoko-san?
-Stara rana, panie. Głupstwo, nic z czym nie poradzę sobie sama… Ale dziękuję za troskę.
-Czy udasz się ze mną do zamku mojego ojca? Uważam, że pokonanie legendarnego Onibary zasługuje na nagrodę, szczególnie że, jak mniemam, nie powodzi ci się najlepiej.

Kobieta cofnęła się o krok. Dopiero teraz Leibao zauważył, że musiała mieć ponad trzydzieści lat – a ile z nich spędziła jako ronin? Może pod bandażami skrywała jakieś piętno?

-Dziękuję, panie, ale… nie wiem czy…
-Zdecydowanie zasłużyłaś, Konoko-san.

Reklamy

9 comments on “Burza, cz.3 – Nieznajomy

  1. Co powiesz w związku z przeszłością Twojej postaci na możliwość wykrywania martwych ciał we własnym najbliższym otoczeniu jako skill bonusowy:D

  2. Nie, ale „Hmm, dla czego te zwłoki się poruszają?” Jakie propozycje w takim razie masz? Nic bojowego. Chociaż i tak pewnie sam coś wymyślę. I dopisz sobie 10 pd za historię. Ale na razie ich nie wydawaj.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s