W poprzednim odcinku…

Nowa kampania ruszyła, excuse the pun, z kopyta. Przy okazji wszystko stanęło na głowie, bo cała drużyna pozamieniała się rolami. Poprzednio, drużyna wyglądała tak: Kotkowaty jako Ozaru Hida (tank), ja jako Masaru Shiba (DPS-specjalista, absurdalnie szybki Człowiek Szklanka), Osaka jako Asuka „Osaka” Otaku (DPS, kawaleria) i Pani Kotku jako Hotaru Bayushi (healer, shugenja ze szkoły Soshi). Teraz każdy ma inną funkcję: ja jako Leibao Shinjo (tank, dostaje minusy do kości dopiero przy 40% utracie HP), Pani Kotku jako Anmei Otaku (DPS, kawaleria), Kotkowaty jako Net Iuchi (healer), Osaka jako Misako Kuni (DPS-specjalista, łowca czarownic) i, w zamiarze przynajmniej, Mirage jako Ryuko Mirumoto (DPS, speed-based). Co zabawne, mimo takiego przewrotu każdy radzi sobie świetnie.

Zaczęło się smętnie. Gadka-szmatka, Trójka Drombo w osobach trzech Jednorożców dostała fuchę pt. gubią nam się samuraje na drogach, weźcie się przelećcie. Jako, że my są more or less rodzina (Anmei i Net mają tego samego ojca, a Leibao to ich przyszywany kuzyn), dynamika postaci rozwija się pięknie – tyle tylko, że Kotkowaty jakoś tak zapomniał mi podrzucić historię swojej postaci, więc wszelkie in-joke’i do niej się odnoszące muszę łykać w ciemno. Ale biorąc pod uwagę, że są to takie fajne kwiatki jak trzydniowa impreza w Mieście Kłamstw, której Leibao na pewno by nie przepuścił, wszystko trzyma się kupy. My są „bros”, nic tylko zrobić żółwika i ruszyć do boju.
A potem trzeba jakoś tego Kunia do drużyny zagonić. Na dzień dobry objawia się „geniusz” Leibao, który wyjeżdża do Neta z tekstem „Brachu, patrz: niby rodzina Kuni, a podróżują… bez kuni.”, albowiem Misako piechotą chodzi i nie wie, jak się jeździ. Zatem ogary poszły w las, na dzień dobry znajdujemy kamienny krąg, z wyrytymi magicznymi symbolami i pochlapany krwią, oraz ślady po zaginionych samurajach. MG wyjaśnia w zastępstwie naszej specjalistki, do czego to służy, a mianowicie do teleportowania. Znowuż, kurwa, mahotsukai. ZA CO?! Taki tego plus, że dało się skołować kuca dla Misako i Anmei zaczęła ją uczyć jazdy konnej. Dodatkowo, się okazało że dzieciak zajmujący się końmi w stajni dla klientów karczmy pełniącej tymczasowo rolę naszej bazy wypadowej zna się na tym fachu jak mało kto i dodatkowo jest sierotką. Płci żeńskiej. Oh wow.

Przetrzepaliśmy okoliczne lasy dokładniej, znaleźliśmy jeszcze dwa kręgi. Rozwaliliśmy dwa, przy trzecim się zaczailiśmy – nie będą nam się jakieś cholerne emo panoszyć po drogach i podróżnych mordować, zwłaszcza tych lepiej sytuowanych. Siedzieliśmy tam całą jebaną noc i następny dzień, jak, nie przymierzając, moja matka podczas tropienia na Pomorzu „masonów”, czyli poniemieckich duchów. I tak jak moja matka, nie znaleźliśmy absolutnie nic. Sukinsyny, się okazało, dwa zepsute kręgi naprawiły, a jak dobrze poszukaliśmy, to zbudowały sobie jeszcze jeden, ewidentnie serwisowy. Jako, że mieliśmy do czynienia z terenem przygranicznym i za płotem były już ziemie Kraba, to pokazaliśmy lokalnej straży wiejskiej po obu stronach co i jak, z instrukcją żeby od czasu do czasu zaglądali i rozwalali jak się okaże, że znowu ktoś to naprawił.

Uznając, że wziąć dłuto i wyryć na kamulcu japońskiego krzaka to umie każdy, kto ma dwie ręce i sprawne oczy, zaczęliśmy się kręcić w kółko. Mieliśmy trzy wiochy w okolicy, a sfajczyć wszystkie trzy pod pretekstem, że „w którejś z nich na pewno czają się emotsukai” to jednak lekki overkill, nawet dla łowcy czarownic Kuni (a ci kolesie normalni nie są). Szczególnie, że znając złośliwość przedmiotów martwych i Mistrzów Gry, emo mogli się teleportować skądkolwiek bądź, na ten przykład z jakiejś dziury trzy prowincje dalej. A potem bezczelnie uśpiono całą naszą grupę jakimś świństwem w herbatce.

Dość rzec, wkurwiliśmy się potężnie. Nie będzie jakiś niemyty za uszami heimin wiązał nas i zamykał w piwnicy, w dodatku bez sprzętu. Anmei rozeźliła się tak, że zerwała się ze sznurka, uwolniła resztę, włącznie z Misako twierdzącą, że w sąsiednim pomieszczeniu jest coś, co śmierdzi czarną magią, i zaczęły się balety.
Weszliśmy. Wytoczyło się na nas coś w stylu marvelowskiego Sugar Mana i wystartowało z łapami do wszystkich jednocześnie. Oczywiście po raz kolejny objawił się mój gówniany pech i mimo wszelkich zaklęć nie potrafiłem wyrzucić głupiego 21 na 6z3 (dla tych co nie znają systemu, trzech najlepszych z sześciu K10). Na szczęście w tej gminie z Girl Power się nie zadziera i jak najpierw Anmei sprzedała Sugar Manowi klapsa za 40, a potem Misako poprawiła dwa razy po trzydzieści, to się buc przewrócił. Kobieta się za mnie bije, co za obraza…

Jak to mówią, enough is enough – Leibao i Net wspólnym wysiłkiem wyszli z piwnicy razem z solidnymi drzwiami tylko po to, by potężnie się zawieść. Sałatki z heiminów nie będzie, bo sukinsyny ze strachu wyzdychały, a przeżyła tylko sierotka-koniuch która nieopatrznie ewakuowała nasze wierzchowce do lasu, żeby zdziczałe lumpy ich nie skrzywdziły. Trochę żeśmy się zeźlili. Dodatkowo, tak bardzo dziwnym trafem, się okazało, że sierotka pasuje do opisu dziecka, którego dotyczy jakaś-tam przepowiednia. Odstawiliśmy ją więc do lokalnego daimyo, niech pilnuje jego stajni, a Leibao dodatkowo postanowił (ambitnie) napisać list do swojego „znajomego” shugenja od przepowiedni (taaak, TEGO shugenja). A potem trzeba było się spieszyć na urodziny ciotuni Otaku.

Morał: nie każdy pieprzony idiota umie ciosać kamienie. Dokładniej, na ciosaniu kamieni w promieniu trzech wsi znała się tylko jedna osoba i wystarczyło o nią zapytać. Poza tym, jeżeli od opętanych i kontrolowanych przez tego całego Shugaman no Oni wieśniaków nie waliło failem, przepraszam, czarną magią na odległość, a potem sobie oni wszyscy wymarli na raz z braku bezwładności ontologicznej, to coś tu jest z letka nie tak. Z tym „jednym jedynym kamieniarzem w okolicy” też. No i z teleportującymi się emotsukai, tak na szczyt tego wszystkiego.

Reklamy

30 comments on “W poprzednim odcinku…

  1. An Mei, to są dwa wyrazy 🙂
    Czyli nie jestem odosobniona w przekonaniu, że sesja była udana i dobrze nam się grało. Z tym kamieniarzem to żeśmy dali ciała, a w herbaciarni daliśmy się podejść jak dzieci.
    Ale też jestem zdania, że kontrolowana przez oni wioska powinna dawać jakieś sygnały opętania.
    PS. Jamże, nie chwaląc się, potwora ubiła ^^

    • …pamiętałem, że dostał trzy razy, a Kuń przeciwko demonom ma dwa ataki. Zapomniałem, że drugi raz nie trafiła.
      Co do kamieniarza, to taki ktoś musi być w każdej wiosce – jak się stawia chałupę, to owszem, ona jest z drewna albo słomy i gliny, ale i tak słupki, na których stoi, stawia się na ociosanych kamieniach. Do tego jakieś fortunki przydrożne taki delikwent struga, i kostkę brukową…

  2. Drogi MG, nam bardziej chodzi o to, że wioska powinna być jakoś dziwna, skoro mieszkańcy byli opętani. Ew. Źrebak powinna się wyróżniać na tle mieszkańców. Nie zdolnościami, ale samą sobą.

    Nawet jeśli kamieniarzy byłoby trzech, to nam nawet w głowach nie postało, żeby z nimi pogadać. Nasz błąd, Mike. Następnym razem musimy się bardziej starać 🙂

    • Toż piszę właśnie, że wyklepać literkę na kamieniu żadna filozofia, szczególnie że taki heimin to jak kobieta pracująca – żadnej pracy się nie boi. Kto by wpadł, że to jedyny trop?

      • Nie my ;], dlatego podali na herbatkę. Zastanawiam się, jaką jeszcze droge mieliśmy, żeby odkryć prawdę, dlatego niecierpliwie czekam na wyjaśnienia MG.

  3. Ja tam stoję za Mikiem. Wg mnie nie trzeba być kamieniarzem, żeby wyryć symbole w kamieniu. To w drzewach by musiał drwal robić, czy stolarz? Poza tym tajny rzut tajnym rzutem. Kuni rzucała na wykrycie skazy, jak się spotkaliśmy w herbaciarni, mając demona 2 metry pod dupami. Wyrzuciła m. in. 3 zera i MG powiedział, żeby nie przerzucała, bo tu jest czysto. Nieźle się musiał skurkowaniec z piwnicy kryć, że o całej wiosce nie wspomnę.

  4. Naprawdę nie chce mi się wszystkiego wyjaśniać z jednego prostego powodu – wyjaśniona tajemnica przestaje być tajemnicą. A co do kamieniarza. Życzę powodzenia w próbach chirurgicznie precyzyjnie wykuć symbole w kamieniu jak się nie ma fachu w kieszeni. To nie jest rysowanie na piasku czego popadnie. A od drzewa to cieśla, a nie drwal;] I tu zakończę bo mam zły humor i zaraz mogę zrobić się nie miły, a tego chcę uniknąć.

    • Co w tym wypadku oznacza, że sytuacja w której tylko w jednej wsi z trzech posiadanych przez trzy różne klany jest ktoś, kto umie się posłużyć dłutem, nie trzyma się kupy.
      Wsadziłeś nas na szyny, i to w strasznie tani i mało przemyślany sposób. Dałoby się to załatwić dużo prościej, a przynajmniej inaczej, i to na kilka sposobów.

  5. To nie ja latałem od kręgu do kręgu szukając szcześcia. Jak byście powiedzieli: „Hmm, poszukajmy w wioskach może tam coś znajdziemy” pojawiłyby się kolejne możliwości. To był MÓJ pomysł na rozwiązanie tego problemu, co nie oznacza że jedyny słuszny. I przekombinowaliście z odległością. Przegapiliście wskazówkę, że oni przychodzą gdzieś z niedalekiej odległości. A dokładniej mówiąc chodzi o 4-ty krąg który był ŚWIERZY po tym jak pozostałe 3 były obstawione albo przez was albo patrol.

    • Budowanie skomplikowanych kręgów teleportacyjnych tylko po to, żeby używać ich w charakterze windy kelnerskiej jest overkillem, jakby nie obracał. Teleport, znaczy się, działają z daleka. Już prościej znaleźć jakąś grotę albo wykopać ziemiankę i tam chować zwłoki, a w nocy przenosić je do piwnicy karczmy.

  6. I jeszcze jedna rzecz. Ja wyznaję zarówno jako MG i jako gracz pewną zasadę.
    1. Gdy wiem o świece mniej niż MG nie komentuję tego co w tym świecie robi – np. Requiem. Nie znam prawie w ogóle świata więc na ślepo przyjmuję wszystko co Artur w tym świecie robi. Bo może bo jest MG.
    2. Jeżeli wiem więcej o MG o świecie w którym gramy to też nie komentuję jego zmian czy stworów wporwadzonych. Dla czego? Bo jest MG.

  7. Miałem się powstrzymać, ale już nie mogę. Cytując Ciebie MG: „Hmm, poszukajmy w wioskach może tam coś znajdziemy” okazuje się, że to próbowaliśmy. I ja i Kasia. Żadne z nas nie miało okazji pogadać z NPCami, bo kończyło się to Twoim stwierdzeniem, że nic nowego się nie dowiadujemy.
    Może jak się spotkamy osobiście powiem Ci jak z mojej perspektywy ta sesja wyglądała. Teraz tylko podsumuję, że było wiele lepszych przygód, niż ostatnia, choć sesja jako taka mi się podobała.

  8. Nie, to nie jest TO dziecko.
    Bo to było tak: „jedziemy do wioski pogadać z ludźmi” Hmm, nie ma to jak wyrażać się precyzyjnie. Ja się tylko dostosowałem do was. Wy we mnie ogólnikami to ja w was też;]

  9. Postulaty pewnej graczki:
    1. NPC mają mieć imiona i charakter. Czemu ani jeden patrolowy nie został pokazany jako jednostka? Nie pogadał z nami? Nie mówię, że wszyscy, ale powiedzmy jeden patrolowy, jakiś chłop we wiosce? Karczmarz?
    2. Jeśli gracz wykonuje (nawet nieświadomie) rzut na wykrycie, a potwór na ukrycie, to nie blokuje się graczowi rzutu. Nawet jeśli to PT150 i nie ma szans go wyrzucić. Oszczędza to nieporozumień.
    3. Rzuty w trakcie walki są ZAWSZE jawne.
    4. Ja bym się nie obraziła za podstawowe informacje o naszym świecie: jaki jest stosunek daimyo do Asuki? Jaką ona ma władzę? Jaką my zajmujemy pozycję w tym świecie(niektórzy należą w końcu do elitarnych oddziałów;)) bo z tego, co mówi MG, jego wizja nie jest do końca podręcznikowa. No i kim są nasie sojusznicy, co mogą etc.

  10. 1. Ok.
    2. Nie. Czasami pewne rzeczy się dzieją bo MG tak mówi. I kropka.
    3. Zalezy od drużyny.
    4. Asuka to zło konieczne. Dostała ciepły kurwidołek jako dowódca straży u Daymio, ale jest to bardziej funkcja reprezentacyjna niż prawdziwa władza. A wy? Wy jesteście dokładnie tym na co wskazuje wasza chwała. Jednymi spośród wielu samurajów, przed którymi długa droga do chwały i zaszczytów.

  11. 3. Nie rozumiem?
    4. W takim razie co czyni nas tak wyjątkowymi, że dostaliśmy własną opowieść:]?
    Skoro Asuka jest tylko nominalna, to kto dowodzi Otaku w tym garnizonie? Zastępczyni Asuki?

  12. Ad 1. Zadeklarowałem, że chcę pogadać z karczmarzem, wypytać go o przypadki zniknięć. Następnym razem miło by było móc porozmawiać z NPCem, zamiast dostawać skrót od MG.
    Ad.2 Czyli to my się musimy dostosowywać do przygody a nie przygoda do nas? „Bo MG tak mówi” sugeruje, że gracze nie mają wpływu na to co się dzieje, a to już nie jest fajne.
    Ad 3. Nasza drużyna woli jawne z tego co zdążyłem zauważyć podczas tego roku grania.
    Ad 4. Właśnie, czemu my? No i jak to jest z misjami dla Daymio? Jesteśmy jego dziećmi na posyłki, czyli jedziemy, robimy, co kazał i wracamy, czy jesteśmy jego podwładnymi, których się nagradza za wykonanie zadania? Moja postać nie może się wprost spytać „A co z tego będziemy mieli”, więc pytam ja, jako gracz.

  13. Ania:
    3. Są drużyny którym tajne rzuty nie przeszkadzają, są takie którym przeszkadzają. Kwestia indywidualna.
    4. Widać jest w was coś więcej niż w innych, ale jeszcze musicie się wykazać, nic od razu. A co do Otaku. Jest dowódczyni tej grupy, która podlega młodemu Daimyo.
    Artur:
    1. Więc kaczmarz który był pod wpływem oni odpowiedział, że nie. Ja zawsze drążę nawet jak MG odpowiada zdawkowo.
    2. Czasami tak jest w życiu że co byś nie zrobił to i tak na końcu jest fail. Można się starać.
    3. Wyciągnąłem pewne wnioski i pójdę za Twoim przykładem w kwestii tajnych rzutów.
    4. Możliwość wykazania się i wybicia kiedyś ponad tą masę innych samurajów. Ale nie od razu. Teraz na wszystko trzeba sobie zapracować.
    3.

    • 1. Ale ty zawsze odpowiadasz zdawkowo.
      3. Z tajnych rzutów można zrobić fajne rzeczy, a można je też kompletnie schrzanić. Ważne, żeby tym nie ograniczać graczy.
      4. Co do Asuki, to rozwiązanie jest proste jak kij od szczotki: skoro ma ciepły kurwidołek, to co się będzie przemęczała? Jest jak PRLowski kerownik – mówi, co ma być zrobione, a jak, to już ból głowy podwładnych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s