Dziwniejsze od fikcji: Cyberpunkowe Miasto Na Żywca

Urbancanal_full

Kaineng City Concept (C) Daniel Dociu, Guild Wars Wiki

Szlajanie się po Kaineng City w Guild Wars: Factions podsunęło mi parę inspiracji. Bynajmniej nie mam tu na myśli tego, co odwalał Shiro i potencjalnej aplikacji w Legendzie Pięciu Kręgów, bo Shiro działa z finezją wielkiego młota i w przewidywalny sposób gryzie go to w dupsko, a jak pisałem wcześniej, dobry kult umie się dobrze zakamuflować i nie wozi się z tym, jacy to oni są EVULZ. Chodzi o architekturę. Kaineng City, jak się wejdzie w jego wszystkie zakamarki, okazuje się być dziwnym połączeniem Wielkiego Chińskiego Muru, postawionych na nim cesarskich pagód i obrastających mury faveli, które – tak dla odmiany – zamiast rozłazić się na wszystkie strony w poziomie, pną się w górę, włażąc na siebie nawzajem. Prawie jak cyberpunkowa metropolia, tylko bez Cyberpunka (ale gangi nadal funkcjonują, i to nadzwyczaj skutecznie). A co ciekawsze – te sterty budowanych na wariata budek mają swój pierwowzór w rzeczywistości. Dokładniej, w Hak Nam, albo „Kowloon Walled City„, wyburzonej w 1994 części Hong Kongu. Pod koniec jej istnienia na 20 tysiącach metrów kwadratowych (200 x 100 m) gnieździły się circabout trzydzieści trzy tysiące ludzi. Biorąc pod uwagę, że z racji bliskości lotniska budynki nie mogły mieć więcej niż czternaście pięter, to całkiem sporo.

Historia Hak Nam jest dość mocno pokręcona i zawiera prześliczne wręcz przykłady biurokratycznego olewactwa, poczynając od tego, jak w ogóle osada stała się częścią Hong Kongu. Najsampierw, to tuż po przejęciu Hong Kongu Brytyjczycy podejrzewali, że wicekról Kantonu chce ich wyślizgać z terenu i zbiera wojska w Hak Nam, osadzie której herbaciarzom nie przekazano jako jedynej części wyspy. Kiedy już się zebrali i najechali wiochę, okazało się że poza lokalnym mandarynem i setką mieszkańców nie ma tam zupełnie nikogo, tak więc odtrąbili sukces, zatknęli Union Jacka i… olali sprawę. Hak Nam sobie funkcjonowało jak mogło, a jedyną decyzją administracyjną Brytoli było wyburzenie rozpadających się domków w 1933 i przesiedlenie czterystu mieszkańców do nowych domów. Został tylko mur, szkoła i dawne biuro mandaryna. Potem przyszli Japończycy i rozmontowali mur, wykorzystując kamień do rozbudowy wspomnianego wyżej lotniska Kai Tak. A kiedy Japończyków pogoniono w czterdziestem piątem, zaczęło się kombinowanie. Chińczycy stwierdzili, że chcą Hak Nam z powrotem, w 1947 zwaliło się tam dwa tysiące luda których herbaciarze za chińskiego boga (khe khe khe…) nie mogli wygonić, więc rok później machnęli ręką, stwierdzili, że it ain’t their bitch i zostawili dzikich lokatorów samych sobie. Co było do przewidzenia, zrobiła się chryja, bo w Hak Nam nadzwyczaj bujnie rozkwitła zorganizowana przestępczość. Wyganianie Triad zaczęło się dopiero w połowie lat 70. – w dwa lata Policja Hong Kongu aresztowała dwa i pół tysiąca ludzi i skonfiskowała prawie dwie tony narkotyków (jak na teren o wymiarach 200 na 100 metrów, jest to od chuja i ciut), co można określić tylko jako „dobry początek”, bo dopiero w 1983 policja uznała poziom przestępczości w Hak Nam za „pod kontrolą”.

Boom budowlany w Hak Nam zaczął się w latach 60., kiedy to ktoś wpadł na niezaprzeczalnie genialny pomysł pociągnięcia tam ośmiu rur wodociągowych (a oprócz nich funkcjonowało tam sporo studni). Efektem ubocznym rozbudowy na wariata było to, że ulice (a raczej uliczki, szerokie na metr-dwa) pozostawały ciągle w cieniu budynków, więc ktoś wpadł na następny niezaprzeczalnie genialny pomysł, czyli oświetlenia ich jarzeniówkami 24/7 – Cyberpunk jak w mordę strzelił. Oprócz tego, budynki były połączone napowietrznymi kładkami i łączącymi dachy drabinami, tak że można było przejść z jednego końca miasta na drugi ani razu nie schodząc na ziemię. Co zabawniejsze, stojącego w samym środku biura mandaryna nikt nie zburzył aż do dziś – funkcjonowało jako dom starców, szkoła, przychodnia i coś w stylu domu kultury, a po wyburzeniu całego cholerstwa wokół odrestaurowano je i urządzono tam galerię prezentującą zdjęcia dawnego Hak Nam.

Cała reszta Hong Kongu też jest zajebiście cyberpunkowa – wieżowce wszędzie, a kolejny ciekawy przypadek to Chungking Mansions. W jednym budynku na Nathan Road na dwóch najniższych piętrach znajduje się pierdylion sklepików rodem ze Stadionu X-Lecia, prowadzonych przez imigrantów z całej Azji i Afryki, a na piętnastu następnych – mieszkania i kwatery do wynajęcia, z których korzystają turyści z całego świata. Oczywiście budynek jest równie „zabawny” jak Hak Nam, bo tu i ówdzie można się natknąć na różnych nieciekawych typów w stylu oszustów i dilerów, elektryka jest tam iście przedpotopowa, a od czasu do czasu lubi sobie wysiąść prąd w całym budynku albo wybuchnąć pożar. Jasne, właściciele budynku mogą zatrudniać sprzątaczy i ochroniarzy, utrzymywać system kamer i fundusz remontowy, a policja od czasu do czasu przysyła kontrol i kogoś zamyka za lewe papiery (posiadanie bądź produkcję), prochy albo nielegalne przebywanie w Hong Kongu, ale jak świat światem, nie ma co myśleć o stuprocentowej skuteczności. Zwłaszcza w Chinach.

Advertisements

One comment on “Dziwniejsze od fikcji: Cyberpunkowe Miasto Na Żywca

  1. Pingback: This Is L.A.: Przebudować Metropolię « Mike. Poważnie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s