This Is L.A.: Rebuilding A Metropolis

DISCLAIMER: This is a translation of my earlier note in Polish. It contains no extra content and, in some places, link references have been replaced with ones that don’t require knowledge of Polish. Because I can’t be arsed to translate it all and translation software (ie. Google Translate) throws up seven colors of monkey shit when confronted with my writing style. Try it, or better don’t.

Downtown Los Angeles as seen from my American ...

Image via Wikipedia

Having decided on running a Los Angeles-based campaign for Shadowrun, I prepared a Google Earth overlay and started chewing through the „Corporate Enclaves” splatbook. As we know from the previous entry, the flooded area is, in our times, filled mostly with your typical American family houses – if you played GTA: San Andreas, you probably know how Ganton, the fictional counterpart of Compton, looked. The splatbook, however, insists that there are skyscrapers or at least multi-story buildings – and I, following my „think, analyze, criticize” motto, started asking what, why and what for. After a few days, I got enlightened: have the family houses been replaced with public housing like the Projects from GTA IV, built with „stuff as many people inside as possible” in mind? Well, if we demolish a block of small houses and slap a couple of ten-to-fifteen-story tenement blocks there, the number of inhabitants will grow a good couple of times. There’s only one little problem with that: due to the vicinity of San Andreas Fault, Los Angeles likes to shake sometimes. And tall buildings don’t like shaking, to say the least. Well, technology marches on – if Downtown LA can have skyscrapers that can shake and not keel over, and the growing population has to live somewhere, we can demolish the family houses of the more well-off and replace them with so called luxury apartment blocks (note: „luxury apartment block” is a term overused in Poland to describe anything that was built in the last two years and has apartments at least slightly larger than a shoebox, hence the irony). And here I noticed another thing: the whole area is one huge-ass suburb made of a handful of towns engulfed by the LA Sprawl. The more LA sprawls, the more suburban architecture, that is: those funny little houses, will be replaced with urban architecture, that is: large blocks. So we can safely assume that the closer to Downtown LA, the more likely we’re to encounter an obstacle course made from the ruins of tall buildings – well, with the exception of industrial districts, but we’ll get to that later. Czytaj dalej

Reklamy

This Is L.A.: Przebudować Metropolię

Downtown Los Angeles

Image by Jami Dwyer via Flickr

Z mocnym postanowieniem przygotowania przygody do Shadowruna, dziejącej się w Los Angeles, przygotowałem sobie nakładkę do Google Earth i zacząłem przegryzać się przez podręcznik „Corporate Enclaves”. Jak już wiemy z poprzedniego wpisu, na zalanych terytoriach w naszych czasach stoją głównie typowe amerykańskie domki z tubajforów i sajdingów – kto grał w GTA: San Andreas, ten pamięta jak wyglądało Ganton, czyli fikcyjny odpowiednik Compton. Podręcznik jednak, z uporem maniaka, wciska nam teksty o wieżowcach, a przynajmniej czymś wyższym niż domki z dykty – a ja, zgodnie ze swoją zasadą „myśleć, analizować, krytykować” zacząłem pytać co, po co i dlaczego tak. I po paru dniach mnie tknęło: czyżbyśmy mieli do czynienia z zabudową w stylu „The Projects” z GTA IV, czyli wysokimi budynkami mieszkalnymi, budowanymi na zasadzie „upchaj tylu czarnuchów ile się zmieści”? W końcu jak zaorzemy kwartał domków i pieprzniemy tam parę wieżowców po dziesięć-piętnaście pięter, to nagle ilość lokali socjalnych nam się kilkukrotnie zwiększy. Mamy jednak jeden drobny problem: Los Angeles, z racji sąsiedztwa uskoku San Andreas, lubi się trząść, a wysokie budynki trzęsienie znoszą, delikatnie rzecz biorąc, nienajlepiej. Ale technologia idzie do przodu – skoro w centrum LA mogą stać lasy wieżowców i nic złego im się nie dzieje, a społeczeństwo liczebnie rośnie i gdzieś trzeba je upakować, to domki tych lepiej zarabiających też można zaorać, a zamiast nich sprezentować tak zwane apartamentowce. Zresztą tu mi wyszła kolejna konstatacja: przecież cały ten obszar to na dobrą sprawę gigantyczne przedmieścia złożone z kilku małych miasteczek pochłoniętych przez miasto Los Angeles. Im bardziej LA będzie się rozrastać, tym więcej zabudowy podmiejskiej, czyli śmiesznych małych domków, trzeba będzie zastąpić miejską, czyli kilkupiętrowymi (co najmniej) blokami. Można więc bezpiecznie założyć, że im bliżej centrum LA, tym większe szanse na tor przeszkód w postaci resztek blokowisk – no, może za wyjątkiem dzielnic przemysłowych, ale o tym za chwilę. Czytaj dalej

This Is L.A.: Na Dobry Początek

Bunker Hill in downtown Los Angeles as seen fr...

Image via Wikipedia

Aby zrozumieć, jak duża część Los Angeles poszła w Shadowrunie pod wodę, postanowiłem nanieść mapkę z podręcznika „Corporate Enclaves” na zdjęcie satelitarne. No i trochę mnie przytkało. Odpaliłem Google Earth, zacząłem mierzyć i doliczyłem się, że nawet bez wystających na południe i północ części mamy do czynienia z obszarem porównywalnym z Warszawą. Z wody nawet za bardzo nie ma co wystawać – zabudowa na tym terenie to albo typowe amerykańskie domki, albo dwu-trzypiętrowe budynki usługowe i biurowe. No, może przypadkiem można się wpierniczyć na wieżę kontrolną lotniska LAX (widzicie tą czarną plamę między Inglewood i Hawthorne? To kawałek na zachód od niej). Oprócz tego, w Torrance znajduje się rafineria ropy naftowej (w trójkącie utworzonym przez trzy drogi, tam gdzie na mapce wskazuje litera „e” w nazwie „Torrance”), a jeśli ktoś chce się pobawić w opisywane w podręczniku nurkowanie w poszukiwaniu najróżniejszego szmelcu, to polecam okolice West Compton (między „The Haven Reeducation Facility” a archipelagiem, o który zahacza Arcology Mile) – jest tam od cholery magazynów, warsztatów i hurtowni. Czytaj dalej

Niechcemisie: Baldur’s Gate 33 i 1/3

Ja: „Pędź, halflingu!”
Pani Kotku (obrażona): „Ja nie jestem halflingiem, tylko półgotką!”

Tym razem niechcemiś, którego nie tyle mnie nie chciało się prowadzić, co moim graczom grać. Jak z tytułu można wywnioskować, Dungeons & Dragons – edycja 3.0, w ruch poszły wrzutki z pierwszego Baldur’s Gate prezentujące, gdzie tak właściwie drużyna (w składzie: mroczna półelfka złodziejka, w tej roli Pani Kotku, niziołka czarownik, w tej roli Emilka, oraz półogr pastuch, w tej roli Łukasz) wylądowała i gdzie się może udać w poszukiwaniu roboty. Czytaj dalej