Niechcemisie: Baldur’s Gate 33 i 1/3

Ja: „Pędź, halflingu!”
Pani Kotku (obrażona): „Ja nie jestem halflingiem, tylko półgotką!”

Tym razem niechcemiś, którego nie tyle mnie nie chciało się prowadzić, co moim graczom grać. Jak z tytułu można wywnioskować, Dungeons & Dragons – edycja 3.0, w ruch poszły wrzutki z pierwszego Baldur’s Gate prezentujące, gdzie tak właściwie drużyna (w składzie: mroczna półelfka złodziejka, w tej roli Pani Kotku, niziołka czarownik, w tej roli Emilka, oraz półogr pastuch, w tej roli Łukasz) wylądowała i gdzie się może udać w poszukiwaniu roboty.

W drużynie początkowo miała się też znaleźć kobieta-samuraj, ale niestety ostatnią graczkę gdzieś nam wtedy wcięło i trzeba było działać we trójkę. Dość rzec, że drużyna tak się wciągnęła w questy poboczne, że nawet nie dotarła (w czasie pierwszej i ostatniej sesji) do McGuffina, wokół którego cała historia się obracała. Opis przygody (niestety z trzaśniętym z winy Google Docs formatowaniem, fonty poszły na piwo) na Google Docs, znowu w moim stylu i znowu urwany z nagła. Co zaś ciekawego wyczyniali gracze? Włamali się do siedziby Żelaznego Tronu, otruli złodzieja i rozbroili znany z Baldur’s Gate labirynt prowadzący do Podmiasta (co skończyło się tak, że poobijanego niziołka trzeba było na linie wyciągać z wilczego dołu) na zlecenie palącego fajkę wodną gnoma. Oczywiście tu i ówdzie musiałem ich trącać, żeby wpadli na założony pomysł, ale jak na pierwszy raz w tym systemie, jeśli nie w ogóle, poszło bardzo… interesująco.

Jak teraz patrzę na te wszystkie cyferki, to trochę zgroza mnie bierze. Tzn. brała mnie już kiedy ostatnio w charakterze „planu B” zaczęliśmy grać w D&D dream-teamem w postaci Paladyna Primabalerona (Kotkowaty), pechowego wojownika (ja) i elfki nekromantki (Pani Kotku), ale w obliczu prowadzenia tego cholerstwa wymiękam. O ile jeszcze złożyć sobie jedną postać jakoś można, to perspektywa wyklepania całej armii mniej lub bardziej specjalnych pachołków jest niemożliwa bez komputerowego asystenta – za którego zresztą WotC życzyło sobie chore pieniądze. Nie władowałem się jednak w najgorszy przypadek, który i tak by mnie czekał po kilku sesjach więcej: gdyby gracze nie levelowali równo z NPCtami, ciężko by było to wyprostować w locie. Niestety mechanika D&D jest z zasady przekombinowana (co zresztą rozłożyło mi też kampanię teczkową do Spycrafta) – za dużo pierdolenia się z detalami przy tworzeniu i używaniu. Base Attack Bonus różny dla różnych klas, to samo z HP, do tego jeszcze należy dodać premię albo karę z atrybutu, umiejętności klasowe i pozaklasowe, ilość punktów na poziom, maksimum, premia albo kara z atrybutu, makabra w trampkach. A kiedy schodzi na czary… Zobaczcie sobie, jakie listy zaklęć ma durny trzeciopoziomowy kapłan Tempusa. Kilometrowa lista.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s