Adept Ochroniarz – koncept postaci

Ktoś mnie tu ostatnio pacał Googlem w poszukiwaniu przepisu na postać ochroniarza do Shadowruna. Tak się fajnie składa, że coś takiego mam, i to lekko niestandardowe. Pomysł bowiem narodził mi się taki: jawna zrzynka z mojego Shiby do Legendy Pięciu Kręgów. Jeśli graliście w ten system, wiecie czego się spodziewać: łebskiego gościa (Shiba pierwszoedycyjny) z teoretyczną wiedzą o magii, odpornością na magię (druga ranga szkoły Shiba) i jeszcze, tak na dokładkę, postrzeganiem astralnym. No wiecie, tak na wypadek gdyby coś próbowało ugryźć zleceniodawcę w astralu. Dodatkowo, mamy do czynienia z ochroniarzem z gatunku „garniak, słuchawka i ciemne okulary” – to nie jest „proaktywny rozpierdalacz”, czyli facet którego modus operandi jest otwieranie drzwi z laczka i witanie ludzi ze strzelby. Jest za to w stanie bardzo szybko zorientować się, że coś się dzieje w okolicy, wygrać rzut na inicjatywę i zacząć kopać tyłki na trzy sposoby. Czytaj dalej

This Is L.A.: Pito Bandito

If earthquakes and floods weren’t enough, Los Angeles is plagued by social media as well. To be more exact: Persona 2.0, or „Pito” for short. Imagine Youtube, Facebook and LinkedIn all in a neat little package: camera drones film you all the time, serving the live video to hundreds of schmucks watching you, you have a contact list (to which – and that’s sure as hell – some spackers you don’t even know will try to add themselves), and, to top it off, a meter that displays your degree of connections to the Big Green, Gary Cline (the Horizon CEO). Of course, an ordinary schmuck off the street can’t get a P2.0 account – you need an invitation first, which means that if you don’t make an impression on someone, you won’t be able to show off in the city. And showing off is a sacred thing in LA. If you don’t show off, you don’t exist. Period. Czytaj dalej

This Is L.A.: Pitu Pitu

Jakby mało było trzęsienia ziemi i powodzi, w Shadowrunie Los Angeles jest nękane również przez plagę mediów społecznościowych. Dokładniej, serwis Persona 2.0, w skrócie „Pitu” (od P2, jakby ktoś nie wiedział). Wyobraźcie sobie Youtube, Facebooka i LinkedIn w jednej paczce: wszechobecne drony z kamerami filmują was serwując wideo na bieżąco setkom gamoni, którzy was oglądają, macie listę znajomych (na którą – jak amen w pacierzu – będą się pchać jakieś warzywa, których w ogóle nie znacie), a do tego jeszcze miernik tego, ile powiązań dzieli was od Wielkiego Zielonego, czyli szefa Horizon. Oczywiście byle szmondak nie może sobie założyć konta – trzeba najpierw dostać zaproszenie, co oznacza, że dopóki nie zrobimy na kimś wrażenia, to się w mieście nie wylansujemy. A lansowanie, proszę państwa, to w LA rzecz święta. Jak się nie lansujesz, to cię nie ma. Czytaj dalej