Grandtheftautowanie, cz. 2

Pisząc poprzednim razem o tworzeniu fabuły w stylu GTA pominąłem jedną ważną rzecz: jak wykorzystać główny ciąg misji, tak zwany „story arc„. Świata ratować nie musimy, ale ciąg głównych misji powinien mieć jakiś wyższy cel. Saints’ Row 2 kończyło się na „We own this city”, GTA 4 było historią o częściowej przynajmniej zemście, Vice City łączyło oba motywy. Oczywiście nie może być zbyt prosto – w końcu po coś trzeba też robić misje poboczne, na przykład żeby przygotować się do kolejnej konfrontacji z gościem, który nas wystawił. Można albo popsuć mu interesy, albo znaleźć paru nowych znajomych, którzy posłużą za wsparcie albo dywersję. Czytaj dalej

Notatka na marginesie

Szybki wpis administracyjny, tak tylko żeby udowodnić, że jeszcze żyję (ale co to za życie). Obstawiłem się szczelnie podręcznikami do nowego Shadowruna i powoli zaczynam składać względnie luźną kampanię w stylu GTA. Głównie dlatego, że planując wielkie i epickie storyline’y w pewnym momencie zaczynam myśleć bardzo liniowo, a poza tym Shadowrun raczej nie sprzyja epickości. Ostrej jeździe z różowym irokezem i automatycznym granatnikiem owszem, ale epickość i ratowanie świata to nie tutaj. Stąd właśnie schemat GTA – od chłopka do chłopka, a podczas robienia misji zahaczki fabularne znajdą się same. Po drodze oczywiście będzie można zaliczyć trochę zadań pobocznych z dodatkowymi nagrodami (bo już wymyśliłem za dużo NPCów, coś z nimi trzeba zrobić) i szeroko pojętych wyzwań – w końcu Persona 2.0 nagradza wariatów, Jackassów i ludzi, którzy chcą się pokazać.

Niestety, mam cholerny problem z wymyśleniem odpowiednio niskopoziomowych zadań na początek. Dalej będzie prosto – no wiecie, gangi, korporacje, konto na Pitu-Pitu, ale najpierw na to wszystko trzeba zasłużyć. Pozadawać się trochę z drobnymi szumowinami z bezpiecznej i nudnej okolicy. Oczywiście nawet nie spytałem, kim chcą grać moi gracze i ilu ich właściwie będzie, więc trick w tym, żeby rzeczonych zadań przygotować odpowiednio dużo, odpowiednio różnorodnych i interesujących dla każdego. Dobrze chociaż, że przeszedłem ostatnio nowego Deus Exa, przynajmniej zauważyłem kilka fajnych sztuczek związanych z przygotowywaniem jednego etapu tak, by można go było przejść na kilka sposobów (niekoniecznie metodą airduct ninja).

Spokojnie, jeszcze żyję…