Ekipa: Dysfunction Junction

W poprzednim odcinku: El Jacko, hacker nieprzeciętny i równie nieprzeciętna rasistowska świnia, dostaje fuchę od miłego dziadka w garniaku: „Znajdź mi te trzy aniołki Charliego, tu jest pięć kafli na anonimowym koncie i nowy telefon, żebyś miał na co dupeczki wyrywać. A jak nie, to tak ci zrobię koło dupy, jak nawet Bubba The Love Troll nie potrafi.” Pechowo (albowiem El Jacko rasistowską świnią jest), dwa Aniołki Charliego to pyskaty krasnolud odgrywany przez Panią Kotku i elfka z lasu. A trzecim Aniołkiem jest gamoniowaty, ale cholernie niebezpieczny włamywacz, człowiek, ale dla niepoznaki zwany włamyhobbitem. W takiej sytuacji, sprawy muszą się spaskudzić.

Po wymianie złośliwości, ekipa zajechała wreszcie na miejsce. Po wejściu zapanował consensus co do stanu nowej kryjówki, a mianowicie „Jezu Chryste, co za dziura” – wielki (50 metrów kwadratowych) loft nad starym garażem/magazynem/czymśtam, z jednym oknem z czterech zabitym dyktą, meblami w postaci taniego stolika, czterech plastikowych krzesełek, zapyziałego materaca i szafek kuchennych pamiętających chyba Nixona oraz bardzo zauważalnym brakiem kibla. Co ciekawe, industrialna speluna (bieżąca woda, prąd dostępny przez większość doby i fakt, że budynek nie kwalifikuje się jeszcze do rozbiórki) to tzw. Low Standard, a czynsz został z góry opłacony przez miłego dziadka, co oznacza, że nie trzeba wydawać dwóch kafli miesięcznie przez całkiem spory czas. Doceniła to, co zabawne, tylko elfka z lasu, której ostatnim lokalem była speluna z widokiem na park i zatopione ruiny – a jako, że elfka jest z lasu, zielone otoczenie jest dla niej lepszą estetyczną alternatywą niż środek dzielnicy przemysłowej którejś tam pipidówy w dolinie San Fernando (schowanej za tym wielkim znakiem HOLLYWOOD, jakby ktoś nie wiedział). Wszyscy poza włamyhobbitem łaskawie włączają swoje nowe commlinki, żeby zapoznać się z nowymi lewymi papierami – jak wszyscy agenci miłego dziadka, dostali nazwiska (ale na szczęście nie imiona) z jednej popkulturalnej paczki. Dokładniej, anime pt. Baccano! Jest to o tyle zabawniejsze, że właścicielka elfki gra na tym samym forum w Requiem, i teraz jej obie postaci nazywają się tak samo. Czytaj dalej