Karnawał Blogowy #42: Najgorszy Mistrz Gry EVER

Więc z okazji Karnawału Blogowego chcecie się dowiedzieć o mojej najgorszej sesji RPG ever? Powiem tak: mój chujowy pech w RPG jest tematem żartów w kręgu moich znajomych. Zwykle stosuje się tylko do rzutów, ale w tym przypadku miałem do czynienia z naprawdę MEGAGUWNEM. Nawet nie gównem, ani nawet GUWNEM, to było coś dużo gorszego, a mianowicie MEGAGUWNO.

Problem 1: Mistrz Gry

Przygoda miała się dziać w Dungeons & Dragons, dokładniej w Forgotten Realms. A było ci to jakoś tak niedługo po premierze pierwszych Neverwinter Nights, czyli już trochę czasu temu. Wyrolowałem sobie wojownika, ponieważ czemu nie, build szybki zwinny i dwuręczny, problemów z postacią nie było, zaczęliśmy.

Istnieje taka stara zasada pt. „nigdy nie dziel drużyny”. Chcesz wprowadzić nowego gracza, zrób to na początku sesji, a przynajmniej w ciągu pierwszego kwadransa. Niestety, MG spierdolił to dwukrotnie w ciągu kampanii, wobec trzech różnych graczy, na dwóch różnych sesjach. Za pierwszym razem padło na mnie i jeszcze jednego gracza, za drugim na koleżankę, która nie mogąc się doczekać na wprowadzenie swojej postaci, wyszła z sesji po dwóch godzinach. Seriously. Nawet Ryjek, jak go nie lubię za zianie Skazą Krain Cienia i Ninja Pirate Zombie Robotami z piasku, ostatnio zrobił to szybciej i sprawniej, bo już po dziesięciu minutach, nie bawiąc się w Petera Jacksona, mocą retconu dołożył nam do drużyny postać nowego gracza, a poprzednim razem jeszcze ułatwiłem mu robotę i robiąc zastępstwo za mojego szybko padłego ronina wziąłem wadę Obligation, żeby mieć jakąś wymówkę, dlaczego ochroniarz Shiba łazi akurat za drużynowym Żurawiem. Czytaj dalej

Reklamy