This Is L.A.: Eddie Diamond, Agent

„Eddie Diamond, niezwykle utalentowany zaganiacz małp, jak ci mogę pomóc?”

Hollywood to nie tylko gwiazdy wiecznie strzelające fochy i reżyserzy, których wizji nie pojmuje nikt, a zwłaszcza oni sami. Między tymi wszystkimi nieznośnymi typami uwijają się dziesiątki menedżerów, agentów i negocjatorów, próbujących po pierwsze zarobić na życie, a po drugie dokonać cudu i wypromować kolejną nierozgarniętą miernotę na gwiazdę następnego sezonu. Muszą przekonywać szefów wytwórni, że nawiedzona gwiazda nie wypisze się z nowego filmu z powodu niewłaściwego koloru ręczników, albo pozostanie dostatecznie trzeźwa do końca zdjęć, wynajmować PRowców, ochroniarzy i całą resztę zbędnego personelu, innymi słowy – nie mają łatwego życia. A skoro już przy wynajmowaniu personelu jesteśmy, to nigdy nie wiadomo, czy gwiazdka z przerostem ego albo jej szurnięty agent nie będą do czegoś potrzebować shadowrunnera. Albo całej ekipy.

Eddie Diamond, jak na gościa pracującego w Hollywood, jest niezwykle normalnym i zorganizowanym krasnoludem. Oczywiście, często musi się wspomagać antydepresantami albo alkoholem, ale kiedy twoim mottem jest „Całe życie z debilami”, to nie masz innego wyjścia. Na szczęście Eddie może pochwalić się znajomościami stawiającymi go w serwisie Persona 2.o o trzy kroki od samego Gary’ego Cline’a, co stanowczo ułatwia mu oficjalną robotę. Gorzej z tymi mniej oficjalnymi fuchami, do których ciągle zmuszają go jego chlebodawcy – w końcu to trochę głupio wygląda, kiedy szanowany agent musi albo tuszować skandal, albo na przykład załatwiać prochy, żeby tylko jakaś przygłupia siksa raczyła wygrzebać się z łóżka i być w stanie jakkolwiek funkcjonować na planie.

Eddie nawet nie kryje się ze swoją fuchą, kiedy musi coś załatwiać ze shadowrunnerami. Po pierwsze, sam nie budzi zainteresowania brukowców, a po drugie nie lubi robić z siebie idioty całą tą udawaną anonimowością, kiedy negocjuje z ludźmi mogącymi go bez problemu sprawdzić. Mało co go bierze: znosił już pijackie awantury, aktorów rzucających czym popadnie, przećpane aktoreczki w stanie „obraz nędzy i rozpaczy”, bijatyki, nawet parę strzelanin. Tak: Eddie Diamond zawodowo zajmuje się zaganianiem hollywoodzkich małp i nie cierpi tej roboty. A hollywoodzkie małpy jak to hollywoodzkie małpy, czego byś nie robił, i tak polezą w szkodę. Dlatego zwykle telefon od Eddiego oznacza dobrze płatną, prostą ale nieznośną fuchę.

Zły Wpływ: Nie ma w Hollywood gorszej zarazy niż nastoletnie gwiazdki Disneya. Życzeniowe myślenie PRowców Horizonu chciałoby z nich zrobić grzeczne dziewczynki, ale te pyskate siksy biorą do ust chyba wszystko i wszystkich, nie przejmując się tym, ile przepisów łamią. Ale to dopiero połowa problemu. Drugą połową jest ich fatalny gust co do facetów. Nierzadko przyplątują się do nich drobne cwaniaczki, chcące zrobić na znajomości karierę, naciąć je na kasę albo po prostu przelecieć. Takich typów Eddie szczerze nie znosi i bardzo często musi dla nich zamawiać wpierdol na telefon. A tu sytuacja może się znacząco skomplikować: albo cwaniaczek ma kolegów w półświatku, albo trzeba go ściągać z nastoletniej gwiazdki w modnym klubie (co wygląda dość niezręcznie, kiedy musisz się szarpać z nawaloną i awanturującą się siksą, której nie możesz sprzedać nawet wychowawczego klapsa w cyferblat), albo co gorsza sam jest sławny.

Poszła W Miasto: Skoro jesteśmy przy nawalonych siksach, kolejnym problemem Eddiego są te, które nie dają znaku życia mimo napiętych harmonogramów, i trzeba ich szukać po całym Los Angeles. Oczywiście nic złego im się przy tym nie dzieje, prawdopodobnie snują się nawalone w sztok i nie przejmują się niczym – w najgorszym przypadku trzeba je naćpane, zaszczane i półprzytomne wyciągać z czyjegoś łóżka, często przy okazji regulując rachunek za szkody.

Paparazzi: Nikt nie lubi paparazzich. Szczególnie jeśli mają jakieś kompromitujące nagrania i szukają frajera, który zapłaci za nie najwięcej. A w takiej sytuacji albo Eddie, albo któryś z jego podopiecznych będzie potrzebował pomocy w odzyskaniu materiałów. Czasami wystarczy wystawienie nachalnego fotopstryka przez okno albo balkon, ale niektórzy są dużo bardziej przemyślni i trzeba wyciągać ich łup ze skrytek bankowych, zabezpieczonych serwerów albo od różnego rodzaju „znajomych”.

As Seen On TV: A teraz coś dla shadowrunnerów z kontem na Persona 2.0, robota najbardziej niewdzięczna z dotychczasowych, czyli praca jako ochroniarz tej czy innej nierozgarniętej pindy, która po obejrzeniu kilku materiałów na P2 uznała, że to akurat bohaterowie graczy są najbardziej odpowiednimi kandydatami do tej fuchy. Pinda zawraca o to głowę Eddiemu, a przy okazji nierzadko ma jakiś własny motyw. Albo chce kogoś dyskretnie sprzątnąć, a fucha ochroniarza jest tylko pretekstem, albo zaciągnąć któregoś z bohaterów do łóżka, albo w ogóle odwalić jakąś widowiskowo krzywą akcję, żeby tylko podnieść swoje notowania.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s