Fireballe fireballami, a jeść coś trzeba

Tytuł jest cytatem z dyskusji na Facebooku, a dotyczy dość oczywistego spostrzeżenia: nawet w systemach wysoce magicznych i fantastycznych, pewne przyziemne problemy w postaci jedzenia i spania nadal istnieją. Jasne, można im zaradzić magicznymi przedmiotami, jak łyżka produkująca pożywną, ale podłą w smaku owsiankę czy pierścień redukujący wymagany czas snu, ale gotowe przedmioty są rzadkie, a do stworzenia nowych potrzeba pieniędzy, surowców i znajomości zaklęć. A mówię o najbardziej magicznym i fantastycznym systemie jaki jest, czyli Dungeons & Dragons.

Pokusa załatwiania najprostszych spraw absurdalnie skomplikowanymi i wysoce magicznymi metodami, uwielbiana przez niektórych MG, jest toksyczna. Przede wszystkim, skupiony na sekretnych, magicznych wynalazkach a la Rube Goldberg Mistrz Gry nie dostrzega rozwiązań dużo prostszych, zupełnie niemagicznych i, przy okazji, ściągających dużo mniejszą uwagę. Było już o tym trzy lata temu, w tekście o Oni w piwnicy, gdzie na samym początku zacytowałem wymianę zdań między mną a znajomym MG, Kubą. Po co bowiem kombinować z kręgami teleportacyjnymi i innymi dziwacznymi magicznymi wynalazkami, które są dziwaczne i magiczne już na pierwszy rzut oka wioskowego idioty?

Przede wszystkim, nawet w systemach wysoce magicznych i fantastycznych, magia nie jest czymś powszechnie dostępnym. Talent magiczny owszem, zdarza się, częściej lub rzadziej, ale nigdy w stu procentach populacji. Dlatego właśnie jest w cenie, a magowie wykorzystują go jako narzędzie stratyfikacji społecznej. Mamy magokracje pokroju Czerwonych Magów z Thay, czarodziejów służących królom, czarodziejki sterujące królami i tym podobne sytuacje. Po drugie, im magia potężniejsza, tym bardziej jest kosztowna. Wystruganie wymienionej powyżej Łychy Nieskończonej Owsianki wymaga piątego poziomu (to akurat proste), znajomości jednego zaklęcia kapłańskiego (też da radę), oraz 2700 sztuk złota na same materiały, co już stanowi pewien problem, nawet jeśli D&D dość umownie traktują ekonomię (jeżeli bowiem założymy, że jedna sztuka złota waży uncję, 2700 sztuk złota to, bagatela, osiemdziesiąt cztery kilo kruszcu). A mówimy tylko o owsiance. Po trzecie zaś, magia jest oczywista. Magia to fajerwerki, lewitujące przedmioty i dziwne odgłosy. A dodatkowo, poszczególne gatunki magii łatwo od siebie odróżnić. Szczególnie jeśli idzie o czarną magię, czyli takie rzeczy jak demonologia, nekromancja czy maho. Krew, kości, pentagramy i inne symbole złych sił są magiczne już na pierwszy rzut oka wioskowego idioty, i zdradzają przy tym kierunek i szkołę magii. A to niestety sekretnym kultom i kabałom nie służy. Szczególnie w sytuacjach, w których inkwizytorzy mają brzydki sposób działania pt. „zabijajcie wszystkich, Bóg rozpozna swoich”.

W systemach, które wymagają utrzymywania magii w tajemnicy, jest jeszcze gorzej. Niezależnie od tego, czy mówimy o magii sensu stricte, czy o nadnaturalnych umiejętnościach wampirów, wilkołaków i całej reszty tego dziadostwa, organizacje zajmujące się zwalczaniem magii są zwykle równie dobrze ukryte i poinformowane. Wielokrotne rany szarpane da się jeszcze wytłumaczyć atakiem zdziczałych psów albo innych zwierząt, i stanowi to wyjaśnienie na tyle prawdopodobne, że domorośli van Helsingowie nie uznają tego od razu za atak wilkołaka. Natomiast rozpaćkanie kogoś po okolicy niczym Darryl Revok? No, to już jest raczej oczywiste i nieautoryzowane użycie magii. Dlatego właśnie logika podpowiada, że jeśli gracze dowiedzieli się o bardzo dziwnym przypadku ewidentnie nadnaturalnego zgonu, to nie są jedyni i prędzej czy później będą musieli się zetknąć z jakimś van Helsingiem czy innym przedstawicielem Urzędu Kontroli Rzeczywistości. A zmarnować taką zahaczkę fabularną to, parafrazując Talleyranda, gorzej niż zbrodnia – to głupota!

W końcu, niezależnie od wszystkiego, zostaje nam jeszcze postulat doktora Jonesa, czyli „Dlaczego go po prostu nie zastrzelisz?!” Stara prawda na temat ludzkości jest taka, że nie lubimy się przemęczać. Stąd również wniosek, iż zamiast kombinować jak koń pod górę ze zwracającymi na siebie uwagę wybiegami w stylu kręgów teleportacyjnych, rozmaślania po okolicy itd., dużo łatwiej jest po prostu, cytuję, „łopatą w łeb i do rowu z nim, kurwa, debile!” W końcu z takim kręgiem teleportacyjnym to trzeba się namęczyć, żeby go ułożyć, potem uruchomić, a po co, a komu to potrzebne… Z rozmaślaniem po okolicy zresztą podobnie: po co się wysilać, i naginać rzeczywistość, i jeszcze uświnić sobie garnitur jak się za blisko podejdzie…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s