This Is L.A.: Przebudować Metropolię

Downtown Los Angeles

Image by Jami Dwyer via Flickr

Z mocnym postanowieniem przygotowania przygody do Shadowruna, dziejącej się w Los Angeles, przygotowałem sobie nakładkę do Google Earth i zacząłem przegryzać się przez podręcznik „Corporate Enclaves”. Jak już wiemy z poprzedniego wpisu, na zalanych terytoriach w naszych czasach stoją głównie typowe amerykańskie domki z tubajforów i sajdingów – kto grał w GTA: San Andreas, ten pamięta jak wyglądało Ganton, czyli fikcyjny odpowiednik Compton. Podręcznik jednak, z uporem maniaka, wciska nam teksty o wieżowcach, a przynajmniej czymś wyższym niż domki z dykty – a ja, zgodnie ze swoją zasadą „myśleć, analizować, krytykować” zacząłem pytać co, po co i dlaczego tak. I po paru dniach mnie tknęło: czyżbyśmy mieli do czynienia z zabudową w stylu „The Projects” z GTA IV, czyli wysokimi budynkami mieszkalnymi, budowanymi na zasadzie „upchaj tylu czarnuchów ile się zmieści”? W końcu jak zaorzemy kwartał domków i pieprzniemy tam parę wieżowców po dziesięć-piętnaście pięter, to nagle ilość lokali socjalnych nam się kilkukrotnie zwiększy. Mamy jednak jeden drobny problem: Los Angeles, z racji sąsiedztwa uskoku San Andreas, lubi się trząść, a wysokie budynki trzęsienie znoszą, delikatnie rzecz biorąc, nienajlepiej. Ale technologia idzie do przodu – skoro w centrum LA mogą stać lasy wieżowców i nic złego im się nie dzieje, a społeczeństwo liczebnie rośnie i gdzieś trzeba je upakować, to domki tych lepiej zarabiających też można zaorać, a zamiast nich sprezentować tak zwane apartamentowce. Zresztą tu mi wyszła kolejna konstatacja: przecież cały ten obszar to na dobrą sprawę gigantyczne przedmieścia złożone z kilku małych miasteczek pochłoniętych przez miasto Los Angeles. Im bardziej LA będzie się rozrastać, tym więcej zabudowy podmiejskiej, czyli śmiesznych małych domków, trzeba będzie zastąpić miejską, czyli kilkupiętrowymi (co najmniej) blokami. Można więc bezpiecznie założyć, że im bliżej centrum LA, tym większe szanse na tor przeszkód w postaci resztek blokowisk – no, może za wyjątkiem dzielnic przemysłowych, ale o tym za chwilę. Czytaj dalej

Reklamy

This Is L.A.: Na Dobry Początek

Bunker Hill in downtown Los Angeles as seen fr...

Image via Wikipedia

Aby zrozumieć, jak duża część Los Angeles poszła w Shadowrunie pod wodę, postanowiłem nanieść mapkę z podręcznika „Corporate Enclaves” na zdjęcie satelitarne. No i trochę mnie przytkało. Odpaliłem Google Earth, zacząłem mierzyć i doliczyłem się, że nawet bez wystających na południe i północ części mamy do czynienia z obszarem porównywalnym z Warszawą. Z wody nawet za bardzo nie ma co wystawać – zabudowa na tym terenie to albo typowe amerykańskie domki, albo dwu-trzypiętrowe budynki usługowe i biurowe. No, może przypadkiem można się wpierniczyć na wieżę kontrolną lotniska LAX (widzicie tą czarną plamę między Inglewood i Hawthorne? To kawałek na zachód od niej). Oprócz tego, w Torrance znajduje się rafineria ropy naftowej (w trójkącie utworzonym przez trzy drogi, tam gdzie na mapce wskazuje litera „e” w nazwie „Torrance”), a jeśli ktoś chce się pobawić w opisywane w podręczniku nurkowanie w poszukiwaniu najróżniejszego szmelcu, to polecam okolice West Compton (między „The Haven Reeducation Facility” a archipelagiem, o który zahacza Arcology Mile) – jest tam od cholery magazynów, warsztatów i hurtowni. Czytaj dalej

Dziwniejsze od fikcji: Cyberpunkowe Miasto Na Żywca

Urbancanal_full

Kaineng City Concept (C) Daniel Dociu, Guild Wars Wiki

Szlajanie się po Kaineng City w Guild Wars: Factions podsunęło mi parę inspiracji. Bynajmniej nie mam tu na myśli tego, co odwalał Shiro i potencjalnej aplikacji w Legendzie Pięciu Kręgów, bo Shiro działa z finezją wielkiego młota i w przewidywalny sposób gryzie go to w dupsko, a jak pisałem wcześniej, dobry kult umie się dobrze zakamuflować i nie wozi się z tym, jacy to oni są EVULZ. Chodzi o architekturę. Kaineng City, jak się wejdzie w jego wszystkie zakamarki, okazuje się być dziwnym połączeniem Wielkiego Chińskiego Muru, postawionych na nim cesarskich pagód i obrastających mury faveli, które – tak dla odmiany – zamiast rozłazić się na wszystkie strony w poziomie, pną się w górę, włażąc na siebie nawzajem. Prawie jak cyberpunkowa metropolia, tylko bez Cyberpunka (ale gangi nadal funkcjonują, i to nadzwyczaj skutecznie). A co ciekawsze – te sterty budowanych na wariata budek mają swój pierwowzór w rzeczywistości. Dokładniej, w Hak Nam, albo „Kowloon Walled City„, wyburzonej w 1994 części Hong Kongu. Pod koniec jej istnienia na 20 tysiącach metrów kwadratowych (200 x 100 m) gnieździły się circabout trzydzieści trzy tysiące ludzi. Biorąc pod uwagę, że z racji bliskości lotniska budynki nie mogły mieć więcej niż czternaście pięter, to całkiem sporo. Czytaj dalej