Test BrainHex: Mastermind-Daredevil

Mansfeld na swoim blogu umieścił wynik swojego testu BrainHex. Jemu wyszło Achiever-Seeker, czyli kolekcjoner-eksplorator. Ja natomiast przejawiam zupełnie inne podejście, a mianowicie:

Your BrainHex Class is Mastermind.

MastermindDaredevil Your BrainHex Sub-Class is MastermindDaredevil.

You like solving puzzles and devising strategies as well as rushing around at heights or high speed while you are still in control.

Each BrainHex Class also has an Exception, which describes what you dislike about playing games. Your Exceptions are:

» No Mercy: You rarely if ever care about hurting other players’ feelings – mercy is for the weak!
» No Fear: You do not enjoy feeling afraid, preferring to feel safe or in control.

Learn more about your classes and exceptions at BrainHex.com. Czytaj dalej

Karnawał Blogowy #42: Najgorszy Mistrz Gry EVER

Więc z okazji Karnawału Blogowego chcecie się dowiedzieć o mojej najgorszej sesji RPG ever? Powiem tak: mój chujowy pech w RPG jest tematem żartów w kręgu moich znajomych. Zwykle stosuje się tylko do rzutów, ale w tym przypadku miałem do czynienia z naprawdę MEGAGUWNEM. Nawet nie gównem, ani nawet GUWNEM, to było coś dużo gorszego, a mianowicie MEGAGUWNO.

Problem 1: Mistrz Gry

Przygoda miała się dziać w Dungeons & Dragons, dokładniej w Forgotten Realms. A było ci to jakoś tak niedługo po premierze pierwszych Neverwinter Nights, czyli już trochę czasu temu. Wyrolowałem sobie wojownika, ponieważ czemu nie, build szybki zwinny i dwuręczny, problemów z postacią nie było, zaczęliśmy.

Istnieje taka stara zasada pt. „nigdy nie dziel drużyny”. Chcesz wprowadzić nowego gracza, zrób to na początku sesji, a przynajmniej w ciągu pierwszego kwadransa. Niestety, MG spierdolił to dwukrotnie w ciągu kampanii, wobec trzech różnych graczy, na dwóch różnych sesjach. Za pierwszym razem padło na mnie i jeszcze jednego gracza, za drugim na koleżankę, która nie mogąc się doczekać na wprowadzenie swojej postaci, wyszła z sesji po dwóch godzinach. Seriously. Nawet Ryjek, jak go nie lubię za zianie Skazą Krain Cienia i Ninja Pirate Zombie Robotami z piasku, ostatnio zrobił to szybciej i sprawniej, bo już po dziesięciu minutach, nie bawiąc się w Petera Jacksona, mocą retconu dołożył nam do drużyny postać nowego gracza, a poprzednim razem jeszcze ułatwiłem mu robotę i robiąc zastępstwo za mojego szybko padłego ronina wziąłem wadę Obligation, żeby mieć jakąś wymówkę, dlaczego ochroniarz Shiba łazi akurat za drużynowym Żurawiem. Czytaj dalej

Kostkowe zabobony

Trzy Kości

Żebym ja miał takie szczęście... (Wikipedia)

„There’s a guy in my group named Kevin. Kevin is cursed by the dice gods. They hate him. They torment him. They kill his characters and make him appear foolish with wild glee.”

Czemu ja mam takiego pecha do kostek, do chuja żesz wafla? Już pomijam sytuacje, w których poziom trudności w L5K jest tak wysoki, że przeczy to wewnętrznej logice gry (i nie chodzi tu o rzuty przeciwstawne, to się jeszcze daje zrozumieć…), ale mieć 15 kości na trafienie w Requiem i ani jednego sukcesu? Taking the piss, or what? Oczywiście wszyscy mi radzą, żebym zmienił kości, ale skąd ja kurwa wytrzasnę pięć dych na takie, na których nie wypadają idiotyzmy? A jak nie pięć dych to co, mam się bawić w Adama Savage’a i testować mit o wyważaniu kostek za pomocą mikrofalówki? Toż to jakieś absurdalne zabobony, magiczne myślenie, czasem nawet wsparte pseudonauką. Dobra, niby rzeczywiście mikrofalówki podgrzewają „od środka”, ale bez przesady. Pewnie się okaże, że to nie działa i będę musiał do Snopesa pisać, żeby ludzie przestali robić takie głupoty. Na szczęście nie tylko ja mam pecha do pojebanych kości – najwidoczniej w procesie odlewania plastiku czasem trafi się jakaś anomalia, która powoduje, że K20’tka zawsze pokazuje wysokie wyniki, a K10’tka absurdalnie niskie. Czyli co? Wziąć łopatę i w pizdu zakopać wszystkie piętnaście? Czytaj dalej