Po co nam Moloch?

Original (1.0) edition of Neuroshima cover

Image via Wikipedia

Polscy RPGowcy mają złe przyzwyczajenia. Jak zresztą Polacy w ogóle. Pierwsze, to „polactwo-zwalactwo”: my jesteśmy grzeczni i poukładani, to na pewno nie my wywołaliśmy III Wojnę Światową, tylko eksperymentalny komputer, który opierdział nas psychotropami i ktoś niechcący wcisnął atomowy guzik. Drugie to idiotyczny mit, że słodko i zaszczytnie jest umrzeć za ojczyznę, szczególnie walcząc przeciwko niemożliwym do pokonania wrogim siłom. A potem wszyscy giną i chuj, ojczyzny nie ma, bo i dla kogo miałaby być. Więc jak w reklamie Old Spice: patrzę na Neuroshimę. Potem na Fallouta. Potem znowu na Neuroshimę. I znów na Fallouta. Niestety, Neuroshima nie jest Falloutem. Ale gdyby wywalić z niej pewien fundamentalny bezsens, mogła by być równie dobra. Popatrz w dół. A teraz w górę. Gdzie jesteś? Na postnuklearnym Dzikim Zachodzie, gdzie ludzie przede wszystkim nie potrafią dogadać się ze sobą. Co masz w ręku? Popatrz na mnie. To kij. I mogę ci nim dać w łeb. Teraz kij zmienił się we flagę jakiejś ufortyfikowanej wiochy. Wszystko jest możliwe po tym, jak społeczeństwo się rozsypało. Zmutowane karaluchy gryzą mnie po kostkach. Czytaj dalej

Reklamy